Odcienk 5. Dziennikarze domatorzy?

Zastanawia mnie, dlaczego tak wiele waszych tekstów - zarówno bardzo dobrych, jak i tych nieco gorszych - kończy się podobną, a czasem identyczną formułką. Niezależnie od tego, czy dotyczą one wizyty w muzeum, imprezy sportowej, uroczystości szkolnej, czy wycieczki. Oto kilka pierwszych z brzegu przykładów. Autor relacji z nocnego zwiedzania muzeów kończy swój artykuł słowami: "Około 22.30 zakończyliśmy zwiedzanie i tramwajem wróciliśmy do domów". Dziennikarka opisująca przebieg uroczystego apelu z okazji otwarcia hali sportowej informuje w ostatnim zdaniu: "Po zakończeniu występów i przemówień wszyscy rozeszli się do domów" (skąd ta pewność?) Inna autorka, będąca pod wrażeniem wycieczki do Wrocławia, podsumowuje swój tekst zwięzłym sformułowaniem: "Z dworca w Wałbrzychu rozjechaliśmy się do domów". Wygląda na to, że bardzo lubicie swoje domy, zgodnie ze znanym powiedzeniem: "Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej". Dość jasno i przejrzyście rozwija tę myśl dziennikarka relacjonująca przebieg imprezy Jesienny Bieg Przełajowy: "Po zawodach rozeszliśmy się do domów, by rozkoszować się szczęściem i cieszyć się z weekendu". Przyszło mi do głowy inne jeszcze wyjaśnienie tych formułek. Może zawarta w nich informacja skierowana jest do nauczycieli i rodziców? Może ma na celu przekonanie ich, że po zajęciach szkolnych nie ciągnie was w żadne podejrzane miejsca, lecz, jak na porządną młodzież przystało, wracacie grzecznie prosto do domów?  Dobrze, już przestaję.

Mam nadzieję, że się nikomu nie naraziłem. W razie czego, wybaczcie. Teraz będzie już serio. Wyobraźcie sobie artykuł w gazecie, dotyczący np. przebiegu posiedzenia Sejmu, którego autor pisze w ostatnim zdaniu: "Po zakończeniu obrad wpadłem do redakcji, aby napisać tekst, a potem wróciłem do żony i dzieci". Taka sytuacja oczywiście nigdy by się nie zdarzyła, bo żaden redaktor nie przepuściłby tego typu dziennikarskiego wyznania. Dlaczego? Bo ono nie należy do istoty poruszanego w artykule tematu, jest niepotrzebne, po prostu z innej bajki. W kontekście całości brzmi śmiesznie. Dziennikarz poruszający w artykule jakąś sprawę skupia się wyłącznie na niej, a sam pozostaje w ukryciu. Oczywiście są wyjątki. Relacjonując jakieś wydarzenie warto opisać swoje wrażenia z nim związane. Także autorzy niektórych reportaży wyraźnie zaznaczają swoją obecność, ale ma to na ogół sensowne, ściśle wiążące się z tematem uzasadnienie. Zupełnie inną kwestią są teksty, w których dziennikarz opowiada po prostu o swojej pracy i życiu prywatnym.

Podsumowując. Nie należy mylić artykułu z pamiętnikiem. Dla czytelnika naszej relacji z zawodów sportowych nie ma najmniejszego znaczenia, że po imprezie poszliśmy do domu i zjedliśmy zupę pomidorową. Uff, rozpisałem się. Teraz przebiorę się w piżamę i pójdę spać.

Piórotechnik