MAM W SIECI
Popieramy
O ile nie zostało inaczej zaznaczone teksty w serwisie E-lekcje dostępne są na licencjach Creative Commons.
W stopkach redakcyjnych dużych pism dla dorosłych możemy znaleźć wiele rozmaitych funkcji: od redaktora naczelnego poprzez kierowników działów i redaktorów funkcyjnych po szeregowych dziennikarzy i korektorów. W gazetce szkolnej aż tyle funkcji nie ma uzasadnienia.
Szkolne kolegium redakcyjne składa się na ogół z niewielkiej liczby osób. Oczywiście, można wymyślić funkcję dla każdego, ale w praktyce w sposób właściwy wypełniają swoje zadania redaktor naczelny, sekretarz redakcji, fotoreporter i korektor.
Naczelny wybierany jest przez całą redakcję, najczęściej drogą głosowania. Zostaje nim osoba, która ma cechy przywódcze, potrafi egzekwować złożone przez kolegów zobowiązania, dyscyplinuje redakcję i dość samodzielnie nią kieruje. Rzadko się ktoś taki zdarza, bo jednak uczniów – z racji wieku - charakteryzuje słomiany zapał. Mnie się trafiły dwie osoby – dziewczynka (gimnazjum) i chłopiec (liceum) – które doskonale radziły sobie z organizowaniem pracy redakcyjnej. Właściwie ja im się tylko przyglądałam, ze zdumieniem zauważając, że stanowiły dla innych autorytety i miały posłuch. Oczywiście, zawsze się zdarza, że ktoś czegoś na czas nie napisze, ale jednak większość redaktorów naczelni potrafili zdyscyplinować.
Bez względu na to, czy naczelny będzie samodzielnie prowadzić pracę, czy też nie – taka funkcja musi istnieć i musi ją sprawować uczeń – nie nauczyciel!
W redakcji szkolnej wybiera się często zastępcę redaktora naczelnego, choć w praktyce taką funkcję może pełnić sekretarz redakcji. Trzeba młodzieży wyjaśnić, że sekretarz redakcji to nie sekretarka, jaką znają ze szkolnej rzeczywistości. I nie ma formy żeńskiej. Jest bardzo odpowiedzialną funkcją (patrz: słowniczek), którą faktycznie sprawuje opiekun – nauczyciel. Niemniej może się znaleźć – szczególnie w szkołach ponadgimnazjalnych – osoba, która tej odpowiedzialności sprosta.
Kolejną funkcją, która z powodzeniem może sprawować uczeń – jest fotoreporter. Obecnie nie ma większych problemów z wykonywaniem zdjęć, niemal w każdej klasie znajdzie się uczeń, którego pasjonuje fotografia i z przyjemnością będzie świadczył usługi szkolnej redakcji.
Podobnie rzecz się ma z korektorem. Przynajmniej w pracę mojej redakcji zawsze angażuje się ktoś, kto zna zasady ortografii. Jeśli nawet czegoś nie wie, zawsze może zapytać opiekuna (jeśli jest nim polonista) lub innego nauczyciela. Zresztą programy edytorskie zaopatrzone są w słowniki ortograficzne.
Natomiast rzadko w redakcjach szkolnych redaguje się teksty. Nie ma więc typowego redaktora. Ani nauczyciel nie jest w tym kierunku wykształcony, a uczeń tym bardziej nie wie, na czym to polega. Redagować w dużym skrócie oznacza przystosować tekst do czytelniczego odbioru, czyli przegadane fragmenty skrócić, powtórzenia i dygresje nie na temat – usunąć. Najlepiej radzą sobie z tym problemem poloniści.
Czy konieczne jest tworzenie działów w gazetce i przypisywanie odpowiedzialności za każdy – osobnemu redaktorowi? Oczywiście, sportem mógłby się zająć redaktor sportowy, kulturą – kulturalny, itd. Można tak zrobić, jednak nie zawsze się to udaje. Z mojego doświadczenia wynika, że szybko nudzi się to młodzieży, która z natury jest ciekawa świata i żądna nowości. Przyznam szczerze, że i mnie także. A przy tym życie niesie różne niespodzianki i może się okazać, że w kolejnym wydaniu zabraknie miejsca na taki czy inny stały temat. Wszystko zależy od konkretnego zespołu redakcyjnego. Zatem – pełna dowolność.
Oddzielny problem stanowią sytuacje, kiedy przydziela się komuś jakąś redakcyjną funkcję za względów wychowawczych czy psychologicznych: wielu uczniów potrzebuje wzmocnienia, doświadczenia własnej wartości, okazji do uwierzenia w siebie, dlatego powstaje funkcja kolportera gazetki, redaktora gospodarczego, osoby do kontaktów z klasami, redakcyjnego skarbnika itd. Nie potrafią pisać ani rysować, ale przydają się w redakcji w związku z umiejętnościami organizatorskimi. I wilk syty, i owca cała.
Sądzę, że nauczycielowi – opiekunowi redakcyjnemu nie trzeba wyjaśniać, jak przydzielać obowiązki i jak je potem egzekwować. Ma to wpisane niejako w swój zawód. Na pewno warto podkreślić konsekwencję jako najważniejszą z cech, niezbędną w pracy redakcji. Jeżeli jej zabraknie, to niewiele osiągniemy.
Dobrze jest, jeśli kolegia redakcyjne prowadzi redaktor naczelny, a nie nauczyciel. Może się on wcześniej spotkać z opiekunem i skonsultować własne propozycje. Albo też pójść na żywioł i o wszystkim rozmawiać w gronie kolegów. Zupełnie inaczej podchodzą do propozycji naczelnego rówieśnicy, inaczej go traktują, w odmienny zaś sposób przyjmują polecenia opiekuna. To jednak nie lekcja, ale zajęcia wybrane przez uczniów, na których nareszcie mogą pokazać, że potrafią być samodzielni i samorządni.
Zatem dyskutują o tym, co powinno się znaleźć w gazetce i przyjmują na siebie poszczególne zadania – nie warto zmuszać nikogo do czegoś, czego nie lubi. Na pewno nie zrobi tego dobrze (o ile w ogóle zrobi).
Coraz więcej szkół – oprócz tego, że wydaje gazetkę tradycyjną – umieszcza swoje pisemko w Internecie. Zajmują się tym sami uczniowie, ale opiekun ma dodatkową pracę, gdyż musi czuwać nad tym, aby ukazywała się ona systematycznie i była aktualizowana. W przeciwnym razie tytuł straci czytelników.
Naturalnie najtrudniejszy jest początek, "przeniesienie" elementów graficznych gazetki do Internetu, czyli wykorzystanie umiejętności programowania. Chyba że korzystamy z qmamów.
Jeśli jednak pozostajemy przy własnej stronie internetowej, musimy wyznaczyć uczniom przynajmniej funkcje redaktora naczelnego e-gazetki oraz "programisty". Teksty i zdjęcia prawdopodobnie będą te same, co w gazetce tradycyjnej.
Pracuję w szkole (mówię o liceum), w której większość uczniów (ci, którzy tego chcą) ma mnóstwo obowiązków i nauki, a do tego dojeżdża do szkoły z różnych, nieraz odległych okolic. Trudno jest więc wydawać gazetkę szkolną raz w miesiącu – ukazuje się ona na ogół rzadziej, nawet co dwa miesiące, choć ma wówczas większą objętość. W takiej sytuacji na zebrania redakcyjne nie wszyscy przychodzą regularnie, kontaktujemy się za pomocą komunikatora lub e-maili. Uczniowie zakładają skrzynkę kontaktową, ale w Internecie. To tam wysyłane są teksty, a ja mam do nich dostęp jeszcze przed umieszczeniem w gazetce.
Jak w takiej sytuacji wyegzekwować zobowiązania wobec redakcji poszczególnych "funkcyjnych"? Większa odpowiedzialność spada, niestety, na redaktora naczelnego i najbliższych mu współpracowników, czyli korektora i składającego tekst. Kolegia redakcyjne służą omówieniu propozycji, które mają się znaleźć w gazetce. A potem redaktor naczelny dwoi się i troi, żeby zdyscyplinować kolegów i na czas wydać kolejny numer pisemka. Samo złożenie gazetki odbywa się nocą w domu – kosztem lekcji, niestety.
Minusem takiej sytuacji jest słaba więź między szkolnymi redaktorami, brak możliwości zbudowania własnych tradycji. Liceum trwa obecnie za krótko, by stworzyć coś stałego. W moim przypadku naczelni zmieniają się co rok i wykorzystuję fakt, że najpierw pełnią tę funkcję w redakcji gazetki naszego gimnazjum.
Ale są też i plusy: gazetka wychodzi przynajmniej 5 razy w ciągu roku, na uczniów spada większa odpowiedzialność i potrafią jej sprostać. Ja z kolei – jako opiekun redakcji – staję się swego rodzaju konsultantem i doradcą. Czuwam nad redakcją z pewnej odległości. Wspólnie wyjeżdżamy tylko na warsztaty dziennikarskie. Cóż, nie da się inaczej.
Przed paru laty w gazetce, której jestem opiekunem, ukazały się refleksje jednego z moich redaktorów:
OBOK – szczyt szczytów i najwyższe dobro zapaleńców z wałbrzyskiego II LO. Rzeczywiście przez kilka październikowych dni kilku zapaleńców zachowywało się jakby byli OBOK, ale lekcji, zadań domowych, sprawdzianów – liczył się tylko ON.
Naszą gazetę szkolną – OBOK-a objęliśmy w tym roku jako klasa humanistyczna z profilem dziennikarskim. Na tę chwilę czekaliśmy całą pierwszą klasę. I się doczekaliśmy... No, właśnie – cieszyć się czy płakać? Chyba jednak cieszyć. Pierwszy numer wspominamy jako koszmar z happy-endem. Na dwa tygodnie przed datą wydania gazety klasa przypomniała sobie, że trzeba napisać artykuły, bo gazeta bez artykułów nie ruszy. Pospolite ruszenie osaczyło naczelnego z technicznym w ciągu dwóch dni i dostarczyło masę dyskietek, z których część się popsuła, część była już popsuta, a kilka działało względnie (czyli wtedy, kiedy chciały).
Nawałnica przeszła przez skrzynkę mailową, bo nowoczesnymi drogami komunikacji też do nas dotarto. Tydzień był okraszony dyskusjami i polemikami na temat artykułów. Tradycyjne zdanie: "nie ma o czym pisać" zostało podważone przez zdolnych humanków i tak powstały artykuły na pierwsze kolegium redakcyjne. Nasza szkoła ma wiele zalet, ale jedna wadę – synchronizacja czasu choćby kilku osób graniczy z cudem. Dlatego też kolegium odbyło się przed prywatnym komputerem technicznego (czyli on i naczelny), było burzliwe i z piorunami. Po selekcji tekstów wystarczyło już tylko zamówić rysunki i okładkę u najzdolniejszych malarzy w klasie, zeskanować je, powklejać do tekstów i gazeta gotowa.
No, może nie tak do końca. Przed nami stanęło najtrudniejsze zadanie – wydrukowanie owocu pracy. Niby takie proste, a jednak. Na wstępie okazało się, że w szkolnych komputerach nie ma programu, w którym powstał OBOK, następnie skończył się tusz w drukarce i cierpliwość technicznego. Postanowił odpocząć i powierzyć wydrukowanie gazety niewzruszonemu redaktorowi naczelnemu. Ten z dzielnością Achillesa i prometejską siłą przebicia dokończył dzieła. Druk to jednak nie wszystko, zostało nam kserowanie i składanie. Tu leżał pies pogrzebany, jak zwykła mówić babcia jednego z redaktorów. Osoba odpowiedzialna za ksero – p. bibliotekarka udzieliła nam tak fachowej pomocy, że OBOK o mały włos by się nie ukazał w terminie (czyli następnego dnia). Po wielogodzinnych pertraktacjach, zawiązywaniu rokoszy i konfederacji, podpisano pokój pod Kserem i gazeta w liczbie 70 egzemplarzy ukazała się dnia 15 października Roku Pańskiego 2003. Fakt ten został umieszczony w kronikach szkolnych i opatrzony złotymi literami.
Klasa humanków oszalała z radości, walnym zgromadzeniem wykupiła połowę nakładu i zamiast izomerii alkanów, na przerwach czytała kolejne strony Ich dzieła. Tutaj należałoby napisać coś o artykułach. Najwięcej kontrowersji wzbudziła wypowiedź pewnego ucznia, który opisał jedną z najbardziej kontrowersyjnych profesorek w szkole – prof. W. Niektórzy, przynajmniej z tego, co słyszałem na korytarzach, uczyli się fragmentów artykułu na pamięć i chętnie go cytowali w różnorodnych sytuacjach. Pisano o wszystkim – o pierwszakach, którzy szturmują szkołę, o pewnej pani minister, która zrobiła pewne małe zamieszanie z pewnym egzaminem. Czy wiedzą Państwo, że w ubikacji spędzamy siedem lat swojego życia? Tak, właśnie o tym napisała jedna z dziewczyn z humana. Tradycyjnym powodzeniem cieszyły się teksty nauczycieli, które niekiedy wyrwane z kontekstu, a niekiedy wypowiedziane ze śmiertelną powagą są skrupulatnie notowane na marginesach kajetów wszystkich uczniów klas II.
Praca nad gazetą szkolną jest z pewnością sprawdzianem przed późniejszą, poważną karierą dziennikarską, dlatego dobrze, że możemy popracować (i trochę się pośmiać) nad 22 stronami OBOK-a.
Wojciech Szot
red. techniczny i z-ca naczelnego w jednej osobie
nauczycielka języka polskiego w Zespole Szkół nr 2 w Wałbrzychu, wieloletnia opiekunka gazetek szkolnych, pomysłodawczyni i organizatorka "Forum Pismaków" - ogólnopolskiego konkursu gazetek szkolnych, członkini Stowarzyszenia Dziennikarzy RP, przez 8 lat pracowała jako dziennikarka.
