MAM W SIECI
Popieramy
O ile nie zostało inaczej zaznaczone teksty w serwisie E-lekcje dostępne są na licencjach Creative Commons.

Gdyby nie tabloidy, to pewnie nigdy nie dowiedzielibyśmy się, że "Radek Majdan nie chciał oddać Dody", a mimo to udało jej się z nim rozwieść. Może nawet, o zgrozo, nie mielibyśmy pojęcia, że ktoś taki jak Doda w ogóle istnieje. Tylko tabloidom zawdzięczamy wiedzę o tym, że stylista Tomasz Jacyków "spędził święta ze swoim chłopakiem i jego rodzicami", a poseł Jerzy Wenderlich z SLD złamał duży palec u nogi tuż przed balem sylwestrowym. Wniosek jest prosty: bez tabloidów bylibyśmy mocno niedoinformowani. Warto się jednak zastanowić, czy coś ważnego byśmy z tego powodu stracili?
Początki tabloidów, zwanych dawniej prasą brukową, albo po prostu brukowcami, sięgają pierwszej połowy XIX wieku. Wtedy to Benjamin Day, wydawca dziennika "New York Sun", zauważył, że gdy zamieszcza więcej artykułów o sensacyjnych wydarzeniach, gwałtownie wzrasta poczytność jego gazety. Odbiorcami byli głównie robotnicy, którzy coraz liczniej nabywali umiejętność czytania. Rosnący nakład dziennika przyciągnął złaknionych szybkiego zysku reklamodawców, a to z kolei pozwoliło wydawcy ustalić cenę gazety na poziomie zaledwie jednego centa. To był początek powstania tzw. Penny Press, czyli prasy jednocentowej, na którą stać było wszystkich. Śladami Daya poszli wkrótce inni wydawcy i rozpoczęła się między nimi zażarta walka o czytelnika. Gazety prześcigały się w doniesieniach o zabójstwach i innych przestępstwach dokonanych w okolicy, pisano o klęskach żywiołowych, katastrofach, po raz pierwszy zaczęto też publikować artykuły dotyczące problemów prostych, zwyczajnych ludzi, a nie tylko arystokracji. Trzeba jednak przyznać, że wydawcy dbali o to, aby informacje były rzetelne, zgodne z rzeczywistością.
Pierwszy polski tabloid powstał dopiero na początku lat 90. ubiegłego wieku.
Wydawca postawił sobie wtedy za cel dotarcie do mniej wymagających czytelników. Artykuły w gazecie miały być w miarę krótkie, pisane przystępnie i dotyczyć spraw bliskich tzw. zwykłym ludziom. I to wszystko. Realizacja tych skromnych i w sumie sympatycznych założeń dość szybko zaczęła jednak przybierać, podobnie jak na całym świecie, karykaturalną postać.
Obecnie tabloidyzacja dotyczy, w różnym stopniu, wszystkich rodzajów mediów: prasy, radia, telewizji, a także portali internetowych (np. "Pudelek", "Plotek"). Można ją sprowadzić do kilku "świętych" zasad. Jeśli temat nie jest sensacyjny, szokujący, kontrowersyjny, albo przynajmniej nie da się go podać w takiej formie, to nie warto się nim zajmować. Stabloidyzowane media zajmują się najchętniej prywatnym życiem polityków lub znanych gwiazd. Przekraczane są przy tym kolejne granice ich intymności. Jednak zwyczajnym ludziom też poświęcają uwagę. Ale pod warunkiem, że historie o nich są naprawdę mocne, a nawet drastyczne ("pani Genowefa straciła męża, rentę i nogę"). Mile widziane są wszelkie krwawe kryminały. Stare powiedzenie wydawców głosi, że nic tak nie ożywia gazety, jak trup na pierwszej stronie. Dobrze jest też czasem wykryć jakąś poważną aferę, a jak się nie da, to ją... wykreować.
No właśnie. Tabloidyzacja wiąże się z dość swobodnym traktowaniem zasady rzetelności dziennikarskiej. Dopuszczalne jest publikowanie nie do końca sprawdzonych informacji, powielanie lub tworzenie plotek, czy kreowanie tzw. faktów medialnych. Okazuje się, że nawet mało istotną informacyjkę można rozdmuchać tak, że staje się przedmiotem poważnych dyskusji i sporów. News o tym, że pies Saba należący do marszałka Sejmu bezkarnie chodzi sobie po polskim parlamencie roztrząsano przez parę dni w prasie, radiu i telewizji. Komentowali ten fakt wzburzeni politycy. Pies w Sejmie? W dodatku bez przepustki? Marszałek wyjaśniał, że cały czas trzymał go na smyczy i zaprzeczał, jakoby czworonóg "zeżarł jakieś meble w jego gabinecie".

W tabloidowym przekazie uderza dość uproszczony obraz świata, który sprowadza się do jasnego podziału na dobrych i złych, bogatych i biednych, mądrych i głupich... Jest to szczególnie widoczne w tytułach publikacji ("Pijak wiózł trzeźwych", "Władza sobie dogadza", "Trzepie kasę dzięki kryzysowi"). W stacjach radiowych pełno jest wojowniczych zapowiedzi typu: "Już za chwilę weźmiemy w obroty polityka X lub Y", "Szykuje się potyczka z posłanką Z". Telewizyjni wydawcy rzucają "Piaskiem po oczach", wyzywają rozmówców na symboliczny (przynajmniej na razie) pojedynek na "Ringu", albo organizują kolejny, nowy talk-show, w którym ta sama wyeksploatowana medialnie gwiazda odpowiada po raz setny, czy nosi majtki. Tabloidyzacja zdecydowanie stawia na formy krótkie, proste, łatwo przyswajalne, żeby zanadto nie obciążać intelektu odbiorcy poważną refleksją. Niektóre artykuły i programy są szybkie, jak kula wystrzelona z karabinu. Trudno nie zostać trafionym. Na początku atakują odbiorcę szokujące zdjęcia lub wyrazisty, ekspresyjny materiał filmowy, czy obraz ze studia w wymyślnych ujęciach. Warstwa słowna w tym schemacie nie jest zbyt skomplikowana. Tabloidyzacja w mediach objawia się często specyficznym, dalekim od subtelności słownictwem. Język ten jest potoczny, bywa dosadny, pełen agresji, na ogół jest nacechowany negatywnie, a w niektórych przypadkach ociera się o wulgarność. Dla starszych widzów nie do przyjęcia jest pewnie fakt, że prowadzący program mówi do swojego gościa: "Zamknij ryj", a aktorowi w słusznym wieku docina: "Ty to się nie pocisz, bo nie masz już wody w organizmie". Możliwe, że dla wielu młodszych widzów to po prostu dowód luzu i przykład świetnej rozrywki.
Nawiązując jednak do wspomnianego już intelektu odbiorców. Tabloidowy przekaz nie pobudza do myślenia, raczej podgrzewa emocje. W podawanych newsach informacja jest od razu oceniana i interpretowana przez autora, co jest jawnym zaprzeczeniem zasady bezstronności i obiektywizmu. "Szczyt głupoty i braku odpowiedzialności. Matka po pijanemu zajmowała się 14-letnim synem inwalidą". Zanim jeszcze dziennikarz podał fakt, to już podpowiedział czytelnikowi, że powinien go on oburzyć.
Szefowie tabloidów i inni medialni zwolennicy takiej formy dziennikarstwa (jej elementy widać już nawet w poważnych programach i prasie) chwalą się często, że wychodzą naprzeciw potrzebom większości społeczeństwa. Na dowód tego podają swoje wyniki oglądalności, czy sprzedawalności. Zgoda. Masowy odbiorca woli obejrzeć "Big Brothera" lub tańcujące gwiazdy, albo poczytać w poręcznej i taniej gazecie o posłance, co ma buty z bombek, niż zgłębiać tajniki ekonomii,czy analizować ustawy sejmowe. Na upartego można nawet doszukać się w tabloidyzacji mediów jakiejś wartości. Dzięki niej wielu mniej wykształconych ludzi znajduje zrozumiałe wytłumaczenie tego, co się wokół nich dzieje, być może też czują się docenieni jako obiekt zainteresowania dziennikarzy. Ale coś tu jednak nie gra. Nie jest wcale takie pewne, czy to odbiorca narzuca mediom, jak mają wyglądać, czy wręcz przeciwnie - to media kształtują zapotrzebowanie odbiorców. Prawda leży pewnie po środku.
Jest jednak faktem, że czasami tabloidy, dla zwiększenia swojej popularności, posuwają się do absurdu. Tworzą fikcyjny świat. Jedna z gazet wydrukowała magiczne figury naenergetyzowane przez uzdrowiciela: trójkąt na układ moczowy, koło na układ trawienny i serce na krążenie. Należało je wyciąć i przyłożyć do odpowiedniej części ciała. Po jakimś czasie tabloid zaczął publikować listy od czytelników, którym te kawałki papieru pomogły!
Tabloidyzacja powoduje, że wielu odbiorców ma w głowie jedynie medialne gotowce i nie potrafi samodzielnie myśleć i oceniać rzeczywistości. Ale wywiera także wpływ na jakość dziennikarskiego rzemiosła. Coraz więcej dziennikarzy postrzega siebie wyłącznie jako dostarczycieli pseudoinformacji, które mają szokować, zaskakiwać, albo dawać ludziom niewybredną uciechę.
filozof z wykształcenia, od 16 lat związany z mediami, dziennikarz zarówno w prasie codziennej, jak i w tygodnikach (teksty kryminalno-sądowe, wywiady, reportaże społeczne, raporty o różnej tematyce) autor artykułów w miesięcznikach dotyczących branży dziennikarskiej, przez kilka lat felietonista radiowy, obecnie niezależny dziennikarz i animator współpracujący z Fundacją Nowe Media.
Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 3.0 Unported License.
Zdjęcia:
1) VermontJm. Udostępnione na licencji Creative Commons.
2) Leeks. Udostępnione na licencji Creative Commons.