Kilka słów o fotoeditingu - dla fotografów i nie tylko

Kim jest fotoedytor?

Fotoedytor to nowe pojęcie, które pojawiło się w polskiej prasie w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych. Wcześniej mieliśmy do czynienia z fotoserwisantem. Niby podobnie, ale różnica pomiędzy tymi dwiema funkcjami jest kolosalna. Fotoserwisant w redakcjach i agencjach fotograficznych to była osoba zajmująca się pozyskiwaniem fotografii na zadany przez redakcję czy agencję temat. Fotoserwisant otrzymywał dokładne instrukcje jakich fotografii ma szukać i nawet nie wiedział za bardzo do jakiego artykułu czy tekstu. Fotoserwisantowi było bliżej do archiwisty niż do fotoedytora w nowoczesnym rozumieniu tego zawodu.

Pojawienie się w redakcjach czy agencjach fotoedytora odbyło się w jak najbardziej naturalny sposób. Wolna prasa, wolne media nie potrzebowały posłusznych wykonawców, lecz ludzi zaangażowanych twórczo w to co robią. Właśnie aspekt twórczy jest niezwykle ważny w pracy fotoedytora.

Fotoedytor to ten, który edytuje fotografie. Pojęcie edytuje ma w tym przypadku dwojakie znaczenie. Edytuje, czyli prościej, wybiera z materiału fotograficznego najlepsze fotografie, często kadrując je. Pracuje nad fotografią i nie ma to nic wspólnego z Photoshopem , który ze swej natury jest jakby polepszaczem technicznym ale sam fotografii nie stworzy. Edytuje, znaczy również, że "wyposaża" wybraną fotografię w słowa, tworząc do niej podpis odpowiadający na pięć prostych pytań – Kiedy? Gdzie ? Kto? Co? Dlaczego? To najczęstsza rola fotoedytora w agencji. Edytuje, znaczy również, że umieszcza fotografię w kontekście tekstu nie tylko dla jego ilustracji. To najprostsza forma fotoeditingu. Forma zaawansowana to odejście od czystej ilustracji tekstu na rzecz umieszczenia w nim fotografii komentującej treści w nim zawarte. To wyższa forma i tu konieczne są inteligentne zachowania fotoedytora zważającego na wymowę fotografii i tekstu. One muszą być zgodne. Łatwo bowiem zmienić wymowę fotografii przez umieszczenie jej w innym kontekście niż wskazuje na to intencja fotografa z jaką została wykonana. Naruszenie tej zgodności może spowodować spory konflikt pomiędzy fotografem i fotoedytorem. Nie znaczy to jednak, że nie należy szukać różnych sposobów wykorzystywania tego samego zdjęcia. Niemal każda fotografia może funkcjonować w wielu kontekstach. Im ich więcej tym bardziej jest wartościowa i bardziej zapamiętana, tak jak "Czas Apokalipsy" Chrisa Niedenthala, fotografia, która stała się ikoną, o wielu znaczeniach i treściach.

Na jakich polach działa fotoedytor?

Wystarczy otworzyć jakąkolwiek gazetę czy czasopismo i spojrzeć na stopkę redakcyjną by znaleźć stanowisko fotoedytora w dziale foto. Nie są to jednak jedyne pola działalności fotoedytora. Jest on również wszechobecny w agencjach fotograficznych czy stockach zdjęciowych. Ale nie tylko. Fotoedytora znajdziemy również w wydawnictwach i agencjach reklamowych. Jednak tu jego rola jest inna, często ukryta pod nazwą edytor ilustracji - w przypadku wydawnictw, czy researcher w przypadku agencji reklamowych. Znakomite pole dla wykorzystania umiejętności fotoedytora stwarzają stale rozwijające się media elektroniczne. Internet to niemal kopalnia możliwości dla tego zawodu. Także rozwijający się w błyskawicznym tempie rynek fotografii wystawienniczej czy kolekcjonerskiej przyczynia się do nowego spojrzenia na osobę już nie fotoedytora, a kuratora wystaw, czy impresario zajmującego się królową wśród fotografii – fotografią artystyczną. U podłoża tych wszystkich zawodów leżą jednak proste zachowania fotoedytorskie, które w praktyce sprowadzają się do jednej prawdy – albo masz oko do fotografii albo nie.

Fotoedytor w agencji ma najbliższy i bezpośredni kontakt z fotografem a właściwie fotoreporterem. To on wysyła fotografa na tzw. temat, to on ostatecznie decyduje w porozumieniu z fotografem, jakie zdjęcia "wejdą" do serwisu. Oczywiście jest to stan idealny ale najważniejsze dla fotoedytora jest wywalczyć sobie odpowiednią pozycję zawodową, by taka relacja była zachowana. Fotograf i fotoedytor to bowiem partnerzy, a nie wrogowie. Praca w agencji wymaga szybkości, błyskawicznego refleksu. Liczy się tu czas mierzony często w minutach. Zdjęcia muszą jak najszybciej trafić do odbiorców jakimi są gazety codzienne, a konkurencja jest spora bowiem na samym polskim rynku działa kilkanaście rodzimych i zagranicznych agencji fotograficznych a zdjęcie to przecież także towar. W podobnym pośpiechu pracuje fotoedytor w gazecie. Jego rolą jest zdobycie jak najlepszego materiału do gazety - by mogła ona konkurować z innymi gazetami o odbiorcę, a co za tym idzie o pieniądze ze sprzedaży jak największego nakładu. Fotoedytor w gazecie ma do dyspozycji serwisy fotograficzne agencji krajowych i zagranicznych oraz mniejszy lub większy zespół własnych fotoreporterów. Większe podmioty starają się tworzyć swój własny serwis krajowy. Każda gazeta ma również własne archiwum, które pozwala fotoedytorowi poszerzyć możliwości pozyskania niezbędnego materiału ilustracyjnego. Spokojnej pracuje się w czasopismach. Tu jest więcej czasu, ale poprzeczka wymagań i umiejętności znacznie się podnosi. Czysto informacyjna rola fotografii w gazetach ma tutaj niewiele zastosowań. Liczy się właśnie nagromadzenie treści w fotografii i jej emocjonalność. Odbiorca nie będzie chciał oglądać i czytać w czasopiśmie tego, co przeczytał w gazetach i zobaczył w telewizji. Tu zaczyna się prawdziwe pole do popisu dla fotoedytora, który pracuje nie tylko z fotografem ale i z autorem tekstu. Autor tekstu wymaga by użyta do tekstu fotografia "podbijała" niejako jego treść. Często też fotografia bywa zaczynem tekstu. W czasopiśmie ważna staje się okładka, która powinna być reklamą, zapowiedzią "cover story", czyli najważniejszego, okładkowego materiału publicystycznego. Fotografia okładkowa to najważniejsza fotografia w czasopiśmie. To ona przyciąga wzrok, zmusza do komentarzy, skłania do zajrzenia do środka. Niestety niewiele jest na rynku prasowym okładek opartych na jednej fotografii. Obecnie powszechną praktyką są fotomontaże lub fotografie wykonywane na specjalne zamówienie, mające więcej wspólnego z fotografią reklamową niż prasową. Szkoda, że tak się dzieje. Szkoda również, że tak niewiele jest w prasie "rasowego" fotoreportażu. Zastąpiły go składanki fotograficzne, bardziej informujące niż przemawiające swoją treścią.

Fotoedytor w wydawnictwach to stosunkowo nowa funkcja. W większości wydawnictw, szczególnie tych o charakterze dydaktycznym dalej funkcjonuje fotoserwisant, szukający w różnych źródłach określonych fotografii ilustrujących tekst. Jednak to od niego zależy czy posłuży się dobrą czy złą fotografią. W poważnych wydawnictwach albumowych pojawia się fotoedytor jak edytor ilustracji. Często to on jest też pomysłodawcą albumu. Jest łącznikiem pomiędzy fotografem a projektantem albumu. Dostarcza najlepszego materiału spośród fotografii jednego lub kilku fotografów, ale dba również by fotografie te zostały w sposób właściwy, bez naruszenia prawa autorskiego wykorzystane. Fotoedytor w agencjach reklamowych ma mniejsze znaczenie. Raczej przygotowuje materiał, który służy potem do stworzenia realizacji sesji fotograficznych. Jego rola to raczej rola researchera. W świecie reklamy najważniejszy jest bowiem copywriter i dyrektor artystyczny.

Czy fotoedytor jest potrzebny fotografowi?

Wielu pracujących na rynku fotograficznym, w tym wielu fotografów chciałby zapewne zadać to pytanie. Jednak nawet najwięksi przeciwnicy tego zawodu szybko przekonują się jako bardzo jest im potrzebna taka osoba, która przede wszystkim nie jest konkurentem, lecz specyficznym łącznikiem pomiędzy fotografem a agencją, redakcją czy wydawcą. To jedna rola fotoedytora. Jest on również specyficznym łącznikiem fotografa z odbiorcą czyli czytelnikiem. Najważniejszą cechą fotoedytora w obu tych relacjach jest to, że zachowuje dystans do tematu, który realizuje fotograf i może dzięki temu wybrać najlepsze zdjęcia. Właśnie brak dystansu u fotografa powoduje często, że nie jest on w stanie wybrać najlepszych spośród swoich fotografii. Często zdarza się również, że najlepsze zdjęcie jest w jego głowie, a nie w aparacie fotograficznym. Fotograf nie zna również do końca zapotrzebowań redaktora prowadzącego czy wydawcy. Tu jest właśnie miejsce na fotoedytora, który z jednej strony powinien współpracować z fotografem przy znalezieniu tematu i wyborze zdjęć, a z drugiej strony chronić jego interesy u wydawcy. Fotoedytor jest też pierwszym odbiorcą fotografii wykonanych przez fotografa. Ocenia je oczywiście jako profesjonalista, ale ważne jest by wczuł się w skórę odbiorcy, czytelnika gazet i magazynów, który ma jakieś oczekiwania. W końcu decyduje o tym, które zdjęcie najbardziej oddaje istotę wydarzenia relacjonując je i komentując zarazem. Można powiedzieć, że fotograf i fotoedytor powinni poruszać się ramię w ramię po meandrach rynku prasowego i wydawniczego, bo są ze sobą nierozerwalnie związani. Takim przewodnikiem dla artysty fotografa jest kurator wystaw lub impresario. Ta ostatnia funkcja nie jest praktycznie w Polsce znana ponieważ wśród fotografów panuje powszechne mniemanie, że są zarówno znakomitymi artystami jak własnym menadżerami. Nie ma bardziej błędnej opinii. Wystarczy spojrzeć na zaawansowany profesjonalnie zachodni rynek fotografii, by zrozumieć, że producent produkuje, artysta tworzy, a kto inny zajmuje się promocją i sprzedażą towaru jakim jest fotografia. Wystarczy poprosić fotografa o przygotowanie własnego portfolio, by mógł się on przekonać jak niewiele wie o własnej promocji. Oczywiście wielu fotografów znakomicie wybiera fotografie innych, gorzej jest jednak z wyborem własnych. W mediach, o zaawansowanej kulturze fotografii, często fotoedytorami bywają doświadczeni fotoreporterzy, którzy znakomicie znają warsztat pracy fotoreportera czy fotografa. Wiele widzieli i w wielu wydarzeniach uczestniczyli. Mają przy tym niemały dorobek fotograficzny i stąd z dystansem mogą spojrzeć na pracę swoich młodszych kolegów. Są swego rodzaju trenerami młodej kadry i dlatego warto skorzystać z ich pomocy.

Warsztat pracy fotoedytora

Na żadnej uczelni nie ma takiego kierunku jak fotoedycja. W Polsce istnieje blisko 100 szkół fotograficznych kształcących na różnym poziomie przyszłych fotografów. Każdego roku rynek prasowy, artystyczny i wydawniczy zasila kilkuset młodych fotografów po różnego rodzaju kursach, licencjatach czy magisteriach. W większości tych szkół to fotografowie uczą przyszłych fotografów. Uczą przede wszystkim techniki, a nie sztuki. Rzadko pojawiają się tam specjaliści od historii sztuki, prawa autorskiego, filozofii czy historii fotografii. Natomiast najbardziej do tego powołane uczelnie, mające wydziały czy kierunki dziennikarskie, w ogóle nie kształcą przyszłych fotoreporterów czy fotoedytorów. Dzieje się tak zapewne dlatego, że rynek fotograficzny jest rynkiem, na którym rządzą prawa producentów sprzętu fotograficznego, a nie rynku sztuki. Nadal też powszechnie pokutuje pogląd, że fotoreporter jest gorszym kolegą dziennikarza piszącego, a fotografia artystyczna nie ma właściwej pozycji wśród dziedzin sztuki.

Skąd ma się zatem pojawiać na takim rynku profesjonalny fotoedytor? W większości wypadków fotoedytorami są bardzo przypadkowe osoby. Wystarczy, że kiedykolwiek miały do czynienia z aparatem fotograficznym i to już je uprawnia do zostania fotoedytorem. A fotoedytor pracujący w prasie to przed wszystkim rasowy dziennikarz żywo reagujący na to co się dzieje. Szukający tematów. Szukający najlepszej formy zobrazowania tego, co bardziej publicystyczne niż wydarzeniowe. To ktoś, kto potrafi wysłać fotografa na odpowiedni temat, by w jak najlepszy sposób zilustrować to, co dziennikarz napisze. Czasem nie trzeba słów by najpełniej poinformować odbiorcę o wydarzeniu. Wystarczy fotografia, bo ona znaczy czasem więcej niż tysiąc słów.

Fotoedytor to także ktoś, kto musi mieć pojęcie przede wszystkim o historii fotografii, musi znać dorobek znakomitych fotografów, a niekoniecznie posiadać rozległą wiedzę o sprzęcie. Ogniskowe obiektywów i ilość pikseli na matrycy zostawmy fotografom. Fotoedytor powinien być przewodnikiem po historii sztuki, etyki i ogólnej szerokiej wiedzy o świecie. Dobry fotoedytor to taki specjalista, który potrafi zainspirować fotografa, wybrać jego najlepsze zdjęcie i użyć go przynajmniej kilka razy w różnych kontekstach. Zapleczem pracy fotoedytora są jednak nie tylko bieżące serwisy fotograficzne i codzienna praca fotoreporterów czy fotografów. Źródłem pozyskiwania zdjęć dla nich są również archiwa fotograficzne zarówno krajowe jak i zagraniczne. Mile widziana jest więc znajomość języków obcych. Trzeba również znać znakomicie fotograficzny rynek prasowy i wydawniczy. Trzeba poznać archiwa innych fotografów, bo nie wiadomo kiedy jakieś zdjęcie staje się natychmiast potrzebne. W pracy fotoedytora najważniejsze jest jednak to, by dzień po dniu tworzył one swoje własne archiwum fotograficzne. Powinno być ono każdego dnia wypełniane fotografiami, z gazet i czasopism, archiwów, albumów, wystaw. To archiwum ma szczególny charakter, bo każdej fotografii powinna towarzyszyć w nim jej ocena merytoryczna, jej kontekst oraz inne skojarzenia ilustracyjne niż te, w których się pojawiła. Jak stworzyć takie archiwum? W formie papierowej, elektronicznej. Najczęściej jest ono jednak w głowie fotoedytora.

Fotoedytor - "strażnik" etyki i prawa autorskiego

Fotoedytor to jednak nie tylko mniej lub bardziej doskonały rzemieślnik, czasem artysta. Z tym zawodem wiąże się poważna misja: informowania ludzi o tym co złe i dobre, o tym co piękne i brzydkie, o tym co należy lub czego nie należy zrobić, sądzić lub napisać. Informując odbiorcę mamy obowiązek przekazać mu również wyważoną i obiektywną ocenę. Ze słów można się wycofać. Gorzej jest z fotografią. Ta raz użyta źle, w złym kontekście może wyrządzić wiele nieodwracalnej krzywdy. Tego się nie da wymazać. Mamy przecież najczęściej do czynienia z chronionym przez prawo wizerunkiem osobistym. To człowiek, jego twarz, wydarzenia, w jakich uczestniczył; miejsca, w których się pojawiał; ludzie, z jakimi rozmawiał są tematem wszystkich fotografii - nawet tych o charakterze konceptualnym, w których kontekst ludzki musi być obecny by były zrozumiane. Naruszenie zasad etyki rozumianej jako prosta zasada – nie czyń drugiemu co tobie niemiłe - prowadzi nawet do najbardziej bulwersujących opinie publiczną wydarzeń medialnych jakim było opublikowanie wizerunku dziennikarza Waldemara Milewicza tuż po jego tragicznej śmierci w Iraku.

Użycie określonej fotografii w kontekście jakiegoś wydarzenia niesie ze sobą mniej zagrożeń niż w kontekście publicystycznym. Tu rola fotografii z informacyjnej zamienia się w komentującą, oceniającą... W dobie cenzury użycie zarówno informacyjne jak i publicystyczne było niezwykle sterowane w kierunku pokazania jedynie dobrych stron, a nie obiektywnej prawdy. Obecnie wolne media sprzyjają nadużyciom jakby w drugą stronę. Im więcej przemocy, zła, im okrutniejsza fotografia tym lepiej, bo gazeta się sprzeda. Uczestniczą w tym również fotoedytorzy dopuszczając do publikacji takich fotografii, a wręcz wymagając od fotoreportera tzw. "ostrych fotek". Myślę, że rola fotoedytora w kształtowaniu humanistycznego rynku mediów jest nie do przecenienia. Fotoedytor powinien być "strażnikiem" tego co etyczne i po prostu ludzkie.

Izabela Wojciechowska

fotoedytor, wykładowca PWSFTviT w Łodzi oraz Warszawskiej Szkoły Fotografii